Wiedźmińska wiki na Gamepedii łączy siły z wiki na Fandomie! Planowane jest przekierowanie tutejszego serwisu do wiedźmińskiej wiki na Fandomie. Jeżeli jesteś członkiem społeczności i masz pytania, wątpliwości lub sprzeciwiasz się przekierowaniu, napisz wiadomość na portalu społeczności!

Vilgefortz

Z Wiedźmińska Wiki
Skocz do: Nawigacja, szukaj
Vilgefortz grafika Anna "Anay" Przybyłowicz

Vilgefortz z Roggeveen - potężny czarnoksiężnik; przywódca czarodziejów w II bitwie o Sodden. Po bitwie członek Kapituły Czarodziejów.

Bardzo przystojny, inteligenty, utalentowany i zdolny do wszystkiego. Jak każdy czarodziej: bardzo ambitny. Był dobrze zbudowanym mężczyzną, zabójczo przystojnym oraz niezwykle młodym jak na potężnego maga. Posiadał szlachetne i imponująco piękne rysy twarzy. Mówił bardzo szczerym i przekonującym głosem, co w mniemaniu Geralta oznaczało nieobliczalność.

Historia[edytuj | edytuj kod]

Vilgefortz oficjalnie pochodzi z Roggeveen, miasta w Cidaris. Jednak najprawdopodobniej przeniósł się tam dopiero w późniejszych latach swojego życia. W rozmowie z Geraltem zdradził, że przygarnęli go druidzi z Kovirskiego Kręgu, co oznacza, że urodził się na dalekiej północy, w Kovirze. Czarodziej miał ciężkie dzieciństwo; zaraz po urodzeniu rodzice wyrzucili go do ulicznego rynsztoku skazując na łaskę losu. Odnaleźli i przygarnęli podrzutka druidzi, wychowując na swoje podobieństwo. Po jakimś czasie, podczas jednego z druidzkich rytuałów objawiły się jego magiczne zdolności, które zauważył i zainteresował się nimi czarodziej przebywający wówczas na szlaku. Widząc w nim wielki talent, zaproponował mu czarodziejską edukację i wstąpienie tym samym do Bractwa Magów. Zirytowany swoim życiem Vilgefortz odmówił mu w sposób ordynarny, wyładowując całą tłumioną od lat złość. Wkrótce odszedł także od druidów, których miał serdecznie dosyć. Dalsze jego losy potoczyły się typowo dla zagubionego młodego człowieka - został najemnym żołnierzem - gwałcił, mordował, wchodził w różne inne konflikty z królewskim prawem, aż w końcu zmuszony został do ucieczki na kraniec świata, przed stryczkiem. Tam nieoczekiwanie spotkał kobietę, czarodziejkę. Z początku wydawało mu się, że to miłość, lecz patrząc na zażyłość z perspektywy czasu, zrozumiał, że to co do niej czuł, nie było namiętnością, lecz uczuciem zupełnie odwrotnym - nienawiścią. Kobieta zbytnio przypominała mu osobę, którą wyobrażał sobie jako własna matkę. Zaszczyciła go sobą jedynie raz, następnie odeszła. A młody czarodziej ponownie został sam, na pastwie losu.

Z biegiem czasu został członkiem kapituły, szybko piął się w górę osiągając szczyt. Współpracował z Emhyrem, kiedy ten jeszcze nie był cesarzem, lecz wyrzutkiem, banitą w swoim kraju. W tamtym momencie był już na tyle potężny, aby wytworzyć na Głębi Sedyny, "magiczny wsysacz", który niechybnie zabił matkę Ciri - Pavettę. Przez wiele następnych lat był jednym czarodziejem, któremu Emhyr ufał całkowicie. W krótkim czasie miał w rękach całą Kapitułę i Najwyższą Radę Czarodziejów, jednak jego ambicje sięgały dalej, niż władanie skrycie jednym światem. Dosłownie.

W trakcie nieudanego puczu na wyspie Thanedd, był bliski schwytania Cirilli z Cintry. Znalazł ją na szczycie wieży Tor Lara (Starsza Mowa "Wieża Mewy"), przedtem poważnie raniąc Geralta. Kiedy już miał ją dopaść, Ciri przeszła przez teleport Lary, co spowadowało wybuch. Vilgefortz stracił w tym wybuchu oko i skórę na policzku, szyi i piersi.

Próbował schwytać Ciri i wykorzystać ją do swoich podłych i niemoralnych celów. Z tego powodu sprzymierzył się z Puszczykiem - Stefanem Skellenem, cesarskim agentem do zadań specjalnych i Leo Bonhartem - osławionym łowcą nagród, a także innymi wpływowymi, często chwilowo potrzebnymi mu osobami.

Był czarodziejem na tyle potężnym, że mógł bez problemów zabić Geralta. Nie uczynił jednak tego, ponieważ czuł do niego pewien sentyment - do ostatniej chwili próbował sprzymierzyć się z wiedźminem. Ostatecznie poległ w warowni Stygga, zabity przez Geralta i czarodziejkę Yennefer. Bez problemów mógł zapobiec swojej śmierci, jednak jego własne ego przerosło go kolejny raz, za co zapłacił życiem.

Dane z książek Sapkowskiego[edytuj | edytuj kod]

Zwróć uwagę na mężczyznę, który jej towarzyszy. To Vilgefortz z Roggeveen. Ten rzeczywiście jest młody. Ale nieprawdopodobnie utalentowany.
Określenie „młody", jak wiedział Geralt, obejmowało wśród czarodziejów wiek do stu lat włącznie. Vilgefortz wyglądał na trzydzieści pięć. Był wysoki i dobrze zbudo­wany, nosił krótki wams na rycerską modłę, ale oczywi­ście bez herbu. Był też diablo przystojny.


Czas pogardy, str. 115

Vilgefortz z Roggeveen, czarodziej o imponującej postawie, o szlachet­nych i pięknych rysach, o szczerym i uczciwym głosie. Geralt wiedział, że po tak wyglądających ludziach można się spodziewać wszystkiego.


Czas pogardy, str. 130

- Zbyt się różnimy - Geralt nie dał sobie przerwać. -A drobny fakt, że moją matką była, przypadkowo, czaro­dziejka, tej różnicy zatrzeć nie zdoła. A tak z ciekawości: kim była twoja matka?
- Pojęcia nie mam - powiedział spokojnie Vilgefortz. Wiedźmin zamilkł natychmiast.
- Druidzi z Kovirskiego Kręgu - podjął po chwili cza­rodziej - znaleźli mnie w rynsztoku w Lan Exeter. Przy­garnęli i wychowali. Na druida, ma się rozumieć. Wiesz, kim jest druid? To taki mutant, włóczęga, który chodzi po świecie i kłania się świętym dębom.
Wiedźmin milczał.
- A potem - kontynuował Vilgefortz - w trakcie pew­nych druidycznych rytuałów wylazły na jaw moje zdolno­ści. Zdolności, które ewidentnie i niezaprzeczalnie pozwa­lały określić mój rodowód. Spłodziło mnie, oczywiście przypadkowo, dwoje ludzi, z których przynajmniej jedno było czarodziejem.


Czas pogardy, str. 141

- Druidów miałem serdecznie dość - podjął Vilgefortz. - Porzuciłem więc święte dąbrowy i ruszyłem w świat. Robiłem różne rzeczy. Niektórych wstydzę się do dziś. Wreszcie zostałem najemnym żołnierzem. Moje dalsze losy potoczyły się, jak się domyślasz, stereotypowo. Żołnierz zwycięski, żołnierz pobity, maruder, rabuś, gwałciciel, morderca, wreszcie zbieg uciekający na koniec świata. I tam, na końcu świata, poznałem kobietę. Czarodziejkę.
(...)
Porzuciłem ją, bo wiedziałem, że interesowała się mną tylko dlatego, że moja inteligencja, osobowość i fascynująca tajemniczość zacierały fakt, że nie byłem czarodziejem, a wyłącznie czarodziejów zwykła zaszczycać więcej niż jedną nocą.
(...)
Zostałem czarodziejem. Z nienawiści. I dopiero wówczas zrozumiałem, jaki byłem głupi. Myliłem niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.


Czas pogardy, str. 142-143