Jesteś nowy na Wiedźmińskiej Wiki i nie wiesz od czego zacząć? Zajrzyj na portal społeczności i dowiedz się jak stać się częścią naszej społeczności!

Szczury

Z Wiedźmińska Wiki
Skocz do: Nawigacja, szukaj

Szczury - grupa przestępcza, o charakterze gangu, przez niektórych zwana hanzą.

SZCZURY POGRANICZA, grafika: Patacat

Została rozbita przez Bonharta, który zabił wszystkich członków a następnie odciął im głowy oszczędzając tylko Ciri, na którą miał specjalny kontrakt. Grupa spotkała się na obchodach Lammas w jednej z wiosek Geso. Hersztem bandy został Giselher. Członkowie grupy nazywali się `Szczurami`, gdyż spodobało im się to, gdy ktoś o nich tak powiedział.


Członkowie grupy[edytuj | edytuj kod]

Dane z książek Sapkowskiego[edytuj | edytuj kod]

Spotkali się wszyscy jednego dnia na obchodach Lammas, Święta Żniw, w jednej z wiosek w Geso. Wojna i nę­dza podówczas jeszcze nie zawadziły zanadto o kraj nad górną Veldą...


Czas pogardy, str. 315
Szczury nie siedziały już dookoła ogniska. Stały półkolem, a czerwony odblask płomienia odbijał się w ich oczach. - Jesteśmy Szczurami Pogranicza - powiedział z dumą Giselher. - Na milę wywęszymy łup. Nie boimy się pułapek. I nie ma takiej rzeczy, której byśmy nie przegryźli. Jesteśmy Szczury. (...)
Czas pogardy, str. 180

Łączyło ich zamiłowanie do krzykliwego, kolorowego, fantazyjnego stroju, do zrabowanych błyskotek, pięknych koni, mieczy, których nie odpinali nawet do tańca. Wyróżniała ich arogancja i buta, pewność siebie, drwiąca zadzierzystość i gwałtowność.
I pogarda.
(...)
Spotkali się na Święcie Żniw. Ponury, czarny, tykowaty Giselher. Chudy, długowłosy Kayleigh ze złymi oczami i ustami ułożonymi w paskudny grymas. Reef wciąż mówiący nilfgaardzkim akcentem. Wysoka, długonoga Mistle z ostrzyżonymi, sterczącymi jak szczotka włosami koloru słomy. Wielkooka i kolorowa Iskra, wiotka i zwiewna w tańcu, szybka i mordercza w walce, o wąskich wargach i drobnych elfich ząbkach. Barczysty Asse z jasnym, kręcącym się puchem na brodzie.
Hersztem został Giselher. A przezywali się Szczurami. Ktoś ich kiedyś tak nazwał, a im się to spodobało.
Rabowali i mordowali, a ich okrucieństwo stało się przysłowiowe.


Czas pogardy, str. 315-316

Prefekci mieli słuszność w stosunku do innych szajek, ale mylili się co do Szczurów. Bo Szczury, dzieci pogardy, gardziły łupem. Napadały, rabowały i zabijały dla rozrywki, a zgrabione z wojskowych transportów konie, bydło, ziarno, paszę, sól, dziegieć, sukno rozdawały po wsiach. Garściami złota i srebra płaciły krawcom i rzemieślnikom za to, co kochały ponad wszystko - broń, strój i ozdoby. Obdarowywani karmili ich, poili, gościli i ukrywali, i nawet smagani do krwi przez Nilfgaardczyków i Nissirów, nie zdradzili Szczurzych kryjówek i szlaków.


Czas pogardy, str. 316

- Bezczelne łotry - szepnął ktoś za plecami Tuzika, a był to szept pełen podziwu. - Środkiem wsi walą...
- Wystrojeni, jakby na wesele...
- A jakie konie! I u Nilfgaardczyków takich nie obaczysz!
- Ba, zrabowane. Szczury wszystkim konie biorą. Konia teraz wszędy sprzedać łatwo. Ale najlepsze sobie ostawiają...
- Ten na przedzie, patrzajcie, to Giselher... Herszt ichni.
- A podle niego, na kasztance, to ta elfka... Iskra ją wołają...


Chrzest ognia, str. 45
Cała wieś wyległa przed płoty, by patrzeć na przejazd bandy. (...)

- Ten na przedzie, patrzajcie, to Giselher... Herszt ichni. - A podle niego, na kasztance, to ta elfka... Iskra ją wołają...

Zza płotu wypadł kundel, zaniósł się szczekiem, uwijając się tuż przy przednich kopytach klaczy Iskry. Elfka potrząsnęła bujną grzywą ciemnych włosów, obróciła konia, pochyliła się mocno i smagnęła psa nahajem. Kundel zaskowyczał i trzykrotnie obrócił się w miejscu, a Iskra napluła na niego.

Tuzik zmełł w zębach przekleństwo. Stojący obok szeptali nadal, dyskretnie wskazując kolejnych Szczurów jadących stępa przez wieś. Tuzik słuchał, bo musiał. Znał plotki i gadki nie gorzej niż inni, bez trudu domyślał się, że ten ze zmierzwionymi, sięgającymi ramion włosami koloru słomy, gryzący jabłko, to Kayleigh, że ten barczysty to Asse, a ten w haftowanym półkożuszku to Reef. Defiladę zamykały dwie dziewczyny, jadące bok w bok i trzymające się za ręce. Wyższa, siedząca na gniadoszu, była ostrzyżona jakby po tyfusie, kaftanik miała rozpięty, koronkowa bluzka błyskała spod niego nieskazitelną bielą, naszyjnik, bransolety i kolczyki słały oślepiające refleksy. - Ta obsmyczona to Mistle.... - usłyszał Tuzik. - Obwieszona błyskotkami, iście niby choinka na Yule. - Powiadają, że ubiła więcej ludzi, niż wiosen liczy... - A ta druga? Na dereszku? Ta z mieczem przez plecy? - Falka ją zwą. Od tego lata ze Szczurami jeździ. Też pono ziółko nieliche...

Ziółko nieliche, jak ocenił Tuzik, nie było wiele starsze od jego córki, Milenki. Popielate włosy młodziutkiej bandytki kosmykami wymykały się spod aksamitnego beretu z butnie podrygującym pękiem bażancich piór. Na szyi płonęła jedwabna chustka w kolorze maku, zawiązana w fantazyjną kokardę.

Chrzest ognia, str. 20