Wiedźmińska wiki na Gamepedii łączy siły z wiki na Fandomie! Planowane jest przekierowanie tutejszego serwisu do wiedźmińskiej wiki na Fandomie. Jeżeli jesteś członkiem społeczności i masz pytania, wątpliwości lub sprzeciwiasz się przekierowaniu, napisz wiadomość na portalu społeczności!

Iwo z Belhaven

Z Wiedźmińska Wiki
Skocz do: Nawigacja, szukaj
G SS Iwo z Belhaven.jpg

Iwo z Belhaven - wiedźmin ze Szkoły Niedźwiedzia, ocalony przez królową Meve na bagnach Angrenu.

Charaktertyska[edytuj | edytuj kod]

Ma śniadą cerę wskazującą na pochodzenie z południa Kontynentu, nosił brodę. Z powodu smukłej, zwinnej sylwetki nie przypomina innych wiedźminów swojego cechu.  Wykazuje silną niechęć w stosunku do innych przedstawicieli swojego zawodu, co często prowadzi do konfliktów. Jest samotnikiem, który dba wyłącznie o siebie i nie przejmuje się losem innych. Nie ma kultury osobistej, nie okazuje szacunku nawet monarchom .Nie interesuje go, kim byli zleceniodawcy, skupia się wyłącznie na zapłacie. Postrzega wiedźmiństwo jako pracę najemniczą, pozbawioną idei walki ze złem.

Szkolenie[edytuj | edytuj kod]

Podczas szkolenia w Haern Caduch często popadał w konflikty z pozostałymi uczniami. Silniejsi adepci wykorzystywali swoją przewagę, by zadawać mu liczne rany podczas treningów, lecz on często mścił się na nich w równie brutalny sposób.

Szlak[edytuj | edytuj kod]

Po wyruszeniu na szlak unikał pozostałych Niedźwiedzi. Nie zainteresował się upadkiem szkoły i kontynuował samotnicze życie. Przedstawiał się jako Iwo z Belhaven, by upamiętnić rodzime miasto.

Przed 1243 rokiem spotkał Junoda z Belhaven, innego wiedźmina ze swojego cechu. Dziwił go wybór przydomka mężczyzny, gdyż był fałszywy. Ten przyznał, że spodobało mu się brzmienie słów, dodatkowo uważał, iż Iwo nie poradzi sobie na szlaku.

Kilka lat później młody wiedźmin dowiedział się o śmierci Junoda, jednak nie zrobiło to na nim wrażenia.

Zlecenie na Gernichorę[edytuj | edytuj kod]

W 1267 roku przyjął od Nilfgaardczyków zlecenie na potwora grasującego na bagnach Ysgith. Nie interesowały go ich działania podczas wojny, podjął się zadania, gdyż płacono mu z góry.

Dowiedział się, że jego celem jest Gernichora, którą czciła okoliczna ludność. Chociaż wokół niej powstało kilka legend, Iwo nie wierzył w nie - uważał boginkę za wyjątkowo groźnego potwora. Z czasem zrozumiał, w jaki sposób podporządkowuje sobie ona inne stworzenia, ale został ranny.

Wojna Krwi : Wiedzmińskie Opowieści

Dotarł do opuszczonej wioski na bagnach, gdzie zaczął walczyć z żerującymi tam trupojadami. Dołączyła do niego armia Meve uciekająca z zamku Tuzla przed Nilfgaardczykami. Wspólnie pokonali kolejne potwory.

Podczas rozmowy z władczynią okazywał brak szacunku i lekceważenie, co nie podobało się jej. Eyck, oburzony, podawał go jako potwierdzenie swoich uprzedzeń o wiedźminach. Kiedy jednak królowa zapytała go o informacje na temat Gernichory, Iwo powiedział jej wszystko, co wiedział. Wskazał również słabości potworzycy i polecił spalić jej zwłoki po walce.

Nie zamierzał porzucać zlecenia, ale postanowił lepiej się przygotować. Nie chciał dołączyć do Lyrijczyków. Ostatecznie nie wykonał zlecenia, gdyż boginkę pokonały oddziały Meve.

Gry[edytuj | edytuj kod]

Kontrakt[edytuj | edytuj kod]

Został wynajęty przez Nilfgaardczyków, aby zabił Gernichorę, potężnego potwora grasującego na bagnach, jednak nie powiodło mu się i został ranny.

Wojna Krwi: Wiedźmińskie Opowieści[edytuj | edytuj kod]

Armia Meve spotkała go w jednej z upuszczonych wiosek w Angrenie, na bagnach Ysgith. Iwo ostrzegł królową przed zbliżającymi się ghulami.

Po poznaniu jego historii władczyni proponuje wiedźminowi dołączenie do jej rebelii i pomoc w wykonaniu zlecenia, jednak ten bez namysłu odrzuca ofertę.

Galeria[edytuj | edytuj kod]

Gwint[edytuj | edytuj kod]

Dane z gry GWINT: Wiedźmińska Gra Karciana[edytuj | edytuj kod]

Księga Nagród: Sezon Niedźwiedzia[edytuj | edytuj kod]

Skrzynia 1: Na wiedźmina z Cechu Niedźwiedzia natrafiła pewnego razu królowa Meve. Nazywał się Iwo. Jego śniada skóra wskazywała, że pochodził z gorącego południa Kontynentu, a obcesowość, z jaką odpowiadał na pytania królowej - że rzadko kiedy miał do czynienia z korowanymi głowami…

Księga Nagród: Sezon Niedźwiedzia: Iwo z Belhaven

Zwój 1: Mawia się, że wiedźmini ze Szkoły Niedźwiedzia jak jeden są ogromni, barczyści i brodaci. Iwo z Belhaven nie całkiem jednak pasował do tego wzorca. Nosił wprawdzie brodę, lecz posturą i zwinnością bliżej mu było do Kota lub Żmii. Jak na ironię, to spowodowało, że charakter miał iście swemu Cechowi przystający…

Zwój 2: Niedźwiedzie to samotnicy, znani ze swej niechęci wobec towarzystwa innych wiedźminów, a mało kto był tak owemu niechętny jak Iwo. Jego awersja do pobratymców brała się jeszcze z czasów szkolenia w Haern Caduch. Mówiąc oględnie, nie lubił się z pozostałymi uczniami. Łączyła ich, można by rzec, nienawiść od pierwszego wejrzenia. Co kosztowało Iwo wiele… Wiele ran, wiele bólu, mnóstwo przelanej krwi. Potężniejsi odeń towarzysze nie okazywali cienia litości podczas wspólnych treningów. Walka była jednak wyrównana, a Iwo odpłacał przeciwnikom pięknym za nadobne.

Krwią za krew.

Zwój 3: Drogi świeżo upieczonych Niedźwiedzi rozchodziły się, gdy tylko ich szkolenie dobiegło końca. Później unikali się, jak mogli, a Iwo był tego świetnym przykładem. Pozostając głuchym na wieści o losie pozostałych, nie okazał zainteresowania, nawet kiedy rozwścieczone tłumy wygnały wiedźminów z Haern Caduch. I gniew czy wrogość niewiele miały tu do rzeczy, mutacje skutecznie zneutralizowały w nim takie bezsensowne uczucia. Nie obchodziło go po prostu, jak radzili sobie inni.

Grunt, że on sobie radził.

Zwój 4: Oczywiście, zdarzało się przypadkiem, że Iwo napotykał jakiegoś innego wiedźmina.

Jeden raz szczególnie utkwił mu w głowie. Trafił wówczas na Niedźwiedzia, którego znał jeszcze z czasów szkolenia. Tamten nazywał się Junod i, podobnie jak Iwo, nadał sobie przydomek „z Belhaven”, choć w przeciwieństwie do niego, z Belhaven wcale nie pochodził. Zapytany o przyczynę takiego wyboru, odparł z rozbrajającą szczerością, że brzmienie słów zwyczajnie mu się podobało, a skoro nie wróżył mniejszemu Niedźwiedziowi długiego życia, to nie miał oporów ukraść jego przydomku.

Jak na ironię, Iwo kilka lat później dowiedział się o śmierci Junoda. I poczuł…

Właściwie nic.